|
Strona 3 z 5
Można by napisać o tym kilka stron, ale nie ma być to scenariusz filmu o tak modnym ostatnio szpitalu na peryferiach.
Wyprosiłem, że po półtorej tygodnia wypuszczono mnie do domu. Gorące powitanie, radość i odpoczynek, i oczywiście sensacja, bo już niektórzy mnie „pochowali”.
I znowu myśl. Koniecznie się wyspowiadać, więc telefon po księdza. Godzina szczerej, jak nigdy rozmowy i komunia. Szczęście, jakiego wcześniej nie odczuwałem. To było to. Niedzielna msza - następne szczęście. Nic nie rozumiałem, ale było pięknie. Czas płynął z dnia na dzień i zbliżała się wiosna.
Kolejna długa spowiedź i za pokutę jakiś fragment Pisma Świętego. Coś z Nowego Testamentu, ale już nie mogę przypomnieć sobie, co to było. Specjalnie kupiłem swoją pierwszą Biblię i zasiadłem do czytania. To nie było proste. Słowa uciekały mi przed oczami i gubiły sens, ale po kilkakrotnym powtarzaniu w końcu docierały.
„Pokuta” spełniona, więc wszystko O.K.
Na zwolnieniu miałem dużo czasu. Mogłem się oddać pielęgnowaniu mojego ogrodu z oczkiem wodnym, które było „oczkiem” w głowie jeszcze nie całkiem zdrowej.
Tęsknota za pracą zawodową i w końcu powrót do niej. Nowe pomysły, poszukiwania, aż z znienacka pojawia się nowa droga. Zmiana pracy, nowi ludzie i nowe przeżycia.
|