|
Strona 5 z 5
Koniec, ale nie do końca, bo jakiś miesiąc po moim mailu otrzymuję odpowiedź z kilkoma stronami cytatów i analiz tekstów.
Padają kolejne pytania i dyskusje przez Internet. Poznaję nowego brata, który daje mi adres następnego. Piszemy we trzech. Chłonę jak sucha gąbka. W domu całe noce czytania i oczywiście spięcia, bo jestem „nie normalny”. Jakbym był normalny, to jednokrotne przeczytanie Pisma powinno wystarczyć. No a to, że nie wystarcza mi jedno katolickie Pismo, to już inna historia.
No, ale do rzeczy. Brat daje mi adres najbliższego zboru. Rozmowa przez telefon i w końcu wizyta. Dużo gadać i pisać, ale powiem tylko jedno: tego szukałem.
Na moje pytania, braterstwo nie szukają odpowiedzi w kolorowych „pisemkach zza oceanu”, nie odczytują zaznaczonych fragmentów z Pisma, tylko tak po prostu rozmawiamy. Tylko Biblia.
Nie padają żadne dogmaty, a oczy są tak po prostu otwarte, jak okna o wschodzie słońca, które nic nie zasłaniają i zapraszają spragnionego gościa do środka.
To jest to. Teraz wiem, o co się modliłem. Teraz wiem, jak mój Bóg ma na imię .
Wiem, dlaczego musiałem tyle czekać na odpowiedzi. Wszyscy wiemy, dlaczego Jezus mówił podobieństwami. Trzeba się wysilić, rozebrać na składniki pierwsze każdą „przypowieść” i wtedy widać wyraźnie ręce Pasterza, które wyciągał od początku. Obraz staje się coraz wyraźniejszy, nie rozmyty tradycją i przyzwyczajeniami. Zaczyna się nowy rozdział. Wtóre narodzenie.
Amen.
|